Od jakiegoś czasu rozgrzewa serca i umysły oleśniczan spór, jaki wiedzie syndyk masy upadłości z Miastem Oleśnica. Pierwszy etap tego sporu skończył się pod koniec marca przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu, kiedy to zapadł wyrok zasądzający od Oleśnicy na rzecz syndyka niebagatelną kwotę 23 602 868, 03 zł podobno stanowiącą czwartą część rocznego budżetu gminy.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Jak wynika z doniesień medialnych, Miasto Oleśnica nie chciało udostępnić uzasadnienia wyroku do publicznej wiadomości, jednak zmyślni dziennikarze dotarli do tego dokumentu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Źródłem sporu były roboty budowlane wykonywane na rzecz gminy. Wykonawca we wrześniu 2009 r. podjął się budowy popularnego w Oleśnicy kompleksu sportowego – lodowiska z funkcją kortów oraz zapleczem socjalnym i fitness wraz z przebudową i rozbudową basenu. Wartość zamówienia wynosiła 24 689 193, 68 zł.

Zamawiający zgodnie z umową zobowiązany był m. in. do przekazania wykonawcy dokumentacji projektowej w trzech egzemplarzach w terminie do 7 dni od dnia zawarcia umowy. Umowa przewidywała karę umowną za zwłokę w wykonaniu tego obowiązku

Jak to często bywa, w toku robót powstała konieczność wykonania robót zamiennych i dodatkowych, dla których była wymagana dokumentacja projektowa, zezwolenia, uzgodnienia itp. W związku z tym w lipcu 2010 r. strony zawarły stosowny aneks.

Po zawarciu aneksu wykonawca domagał się dostarczenia projektu wykonawczego zamiennego. Jak można przeczytać w uzasadnieniu wyroku, na cotygodniowych naradach koordynacyjnych na budowie podnoszony był brak dokumentacji projektowej zamiennej i przedstawiciel wykonawcy żądał dostarczenia tego projektu celem dalszej kontynuacji wykonywania prac. Projektant działający na zlecenie strony pozwanej odkładał w czasie przedstawienie projektu zamiennego, zapewniając jednocześnie o jego sporządzeniu i dostarczeniu w terminie późniejszym. Dokumentacja spływała fragmentarycznie. Pomimo kierowanych wezwań zamawiający nie przedłożył projektu i wykonawca przystąpił do wykonywania prac zamiennych na podstawie otrzymanej dokumentacji częściowej. Ostatecznie dokumentacja projektowa spłynęła na budowę w marcu 2011 r.

W sumie wykonawca naliczył 239 dni zwłoki w przekazaniu dokumentacji projektowej umożliwiającej wykonanie prac objętych aneksem i obciążył gminę kwotą 23 602 868, 03 zł tytułem kary umownej.

Sąd w całości zasądził tę kwotę.

Jak wynika z treści uzasadnienia wyroku, gmina podniosła zarzut rażącego wygórowania kary umownej. Sąd nie uwzględnił tego zarzutu i kary nie miarkował.

Czy słusznie?

Ustalając rażące wygórowanie kary umownej,  należy porównać wysokość kary z wartością świadczenia głównego, z wartością świadczenia spełnionego z opóźnieniem, z wysokością poniesionej przez wierzyciela szkody.

Biorąc pod uwagę, że wysokość naliczonej kary wynosi 23 602 868, 03 zł, a wartość zamówienia – 24 689 193, 68 zł. to kara umowna może wydawać się rażąco wygórowana.

W niektórych orzeczeniach sądów powszechnych przyjmuje się jednak dodatkowe kryterium rażącego wygórowania. Dokonując oceny wysokości kary umownej, sąd może brać również pod rozwagę takie elementy, jak zakres i czas trwania naruszenia przez dłużnika powinności kontraktowych, wagę naruszonych postanowień kontraktowych, zagrożenie dalszymi naruszeniami powinności kontraktowych, zgodny zamiar stron w zakresie ustalenia celu zastrzeżenia kary w określonej wysokości (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 14 sierpnia 2014 r., I ACa 351/14).

I właśnie tym kryterium kierował się Sąd Okręgowy we Wrocławiu przy wydawaniu wyroku w sprawie. Obowiązkiem gminy było dostarczenie całej dokumentacji projektowej w terminie 7 dni – bez tego wykonawca nie mógł prowadzić powierzonych mu robót. Dokumentacja spływała fragmentarycznie, całość została przekazana wykonawcy dopiero po upływie niemal 8 miesięcy. Przez ten czas wykonawca starał się wykonywać roboty na podstawie posiadanej dokumentacji, wzywał zamawiającego do przekazania wszystkich projektów i informował o naliczaniu kary umownej.

Miasto Oleśnica zapowiedziało apelację. Myślę, że na wyrok sądu II instancji poczekamy do pół roku, gdyż Sąd Apelacyjny we Wrocławiu (Wydział Cywilny) wydaje rozstrzygnięcia naprawdę szybko.

Za niecałe trzy tygodnie zmieni się pozycja podwykonawcy w procesach o zapłatę wynagrodzenia. Będzie trudniej pozwać inwestora.

Kilka razy wspominałem na blogu o przesłankach solidarnej odpowiedzialności inwestora. Do tej pory jedną z przesłanek tej odpowiedzialności była zgoda inwestora na zawarcie umowy pomiędzy wykonawcą a podwykonawcą. Przy czym ta zgoda mogła być wyrażona w sposób dorozumiany – wystarczyło, że inwestor tolerował obecność podwykonawcy na budowie. Podwykonawca nie musiał być formalnie zgłoszony inwestorowi. Inwestor mógł się dowiedzieć obecności podwykonawcy z innych źródeł.

Od czerwca 2017 r. to się zmieni, a zmiana będzie niekorzystna dla podwykonawców. Zostaną zaostrzone wymagania dla zgłoszenia. Otóż zgłoszenie podwykonawcy będzie wymagać formy pisemnej pod rygorem nieważności. Dla powstania solidarnej odpowiedzialności inwestora nie będzie wystarczająca jego wiedza o obecności podwykonawcy na placu budowy, jeżeli nie będzie zgłoszenia dokonanego w formie pisemnej.

Według nowych przepisów zgłoszenie inwestorowi podwykonawcy:

  • będzie wymagało formy pisemnej pod rygorem nieważności,
  • będzie musiało być dokonane przed przystąpieniem do wykonywania robót,
  • będzie musiało zawierać szczegółowy przedmiot robót.

Do umów o roboty budowlane zawartych przed 1 czerwca 2017 r. (i do solidarnej odpowiedzialności za zapłatę wynagrodzenia za roboty budowlane wykonane przez podwykonawcę na podstawie takich umów), będzie stosować się dotychczasowe regulacje.

Kilka już razy opowiadałem na tym blogu o solidarnej odpowiedzialności inwestora za wynagrodzenie podwykonawcy. W dzisiejszym wpisie chciałbym nieco usystematyzować wiedzę, którą do tej pory się z Wami podzieliłem.

Kiedy inwestor jest zobowiązany do zapłaty wynagrodzenia podwykonawcy?

Wtedy, gdy:

  1. podwykonawca zawarł z wykonawcą umowę o roboty budowlane lub umowę o dzieło,

  2. inwestor wyraził zgodę na zawarcie tej umowy.

UMOWA PODWYKONAWCY Z WYKONAWCĄ

Przede wszystkim ta umowa musi być zawarta w formie pisemnej. Nie będzie tutaj wystarczające ustne lub mailowe zlecenie.

Inwestor odpowiada solidarnie, jeżeli podwykonawca zawarł z wykonawcą:

  • umowę o roboty budowlane, co jest oczywiste,

  • umowę o dzieło, co kiedyś nie było takie oczywiste, ale dzisiaj raczej przyjmuje się, że podwykonawca żądać wynagrodzenia, jeżeli dzieło przez niego wykonywane jest elementem obiektu wykonywanego przez generalnego wykonawcę. Np. jeżeli generalny wykonawca buduje na zlecenie inwestora dom na podstawie umowy o roboty budowlane, a podwykonawca na podstawie umowy o dzieło montuje stolarkę okienną i drzwiową,

  • umowę o wykonanie remontu obiektu budowlanego.

Najczęściej inwestor nie będzie solidarnie odpowiadał, jeżeli umowa zawarta z podwykonawcą dotyczy jedynie dostawy urządzeń lub materiałów na rzecz generalnego wykonawcy.

ZGODA INWESTORA NA ZAWARCIE UMOWY PODWYKONAWCY Z WYKONAWCĄ

Inwestor może wyrazić zgodę na zawarcie umowy z podwykonawcą na dwa sposoby:

  • w sposób czynny – wyraźnie (na piśmie lub ustnie) albo w sposób dorozumiany (np. przez tolerowanie obecności podwykonawcy na budowie, dokonywanie odbiorów robót wykonanych przez podwykonawcę itd.). Właśnie zgoda wyrażona w sposób dorozumiany jest źródłem najczęstszych sporów pomiędzy podwykonawcą a inwestorem. W jednym z procesów o dorozumianej zgodzie inwestora świadczył wyprodukowany przez niego film promocyjny dotyczący inwestycji, gdzie powoływano się na wypowiedzi przedstawicieli podwykonawcy;

  • bierna zgoda – gdy wykonawca przedstawi inwestorowi umowę z podwykonawcą wraz z dokumentacją, a inwestor w terminie 14 dni nie wniesie sprzeciwu.

Właśnie wtedy podwykonawca może żądać od inwestora zapłaty wynagrodzenia.

Chodzi mi oczywiście o solidarną odpowiedzialność inwestora wobec podwykonawcy.

Czy podwykonawca ma wzywać do zapłaty inwestora przed wytoczeniem powództwa o zapłatę, czy od razu może pozwać?

Otóż zdecydowanie przed wytoczeniem powództwa podwykonawca powinien wystosować do inwestora wezwanie do zapłaty. Jeżeli przed wniesieniem pozwu nie wezwiesz inwestora do zapłaty, to narażasz się na to, że mimo wygrania sprawy sąd zasądzi od Ciebie na rzecz inwestora koszty procesu.

Nawet jeżeli wygrasz sprawę, to może się okazać, że będziesz musiał inwestorowi zapłacić koszty procesu.

Wszystko to przez art. 101 KPC:

Zwrot kosztów należy się pozwanemu pomimo uwzględnienia powództwa, jeżeli nie dał powodu do wytoczenia sprawy i uznał przy pierwszej czynności żądanie pozwu

Ty – podwykonawca pozywasz inwestora bez wcześniejszego wezwania do zapłaty, inwestor w odpowiedzi na pozew uznaje powództwo, twierdząc, że nic nie wiedział o tym, że generalny wykonawca Tobie nie zapłacił, a jak by wiedział, to on – inwestor – już dawno by Tobie zapłacił.

W takiej sytuacji istnieje ryzyko, że sąd mimo korzystnego co do zasady dla Ciebie wyroku zobowiąże Cię do zwrotu inwestorowi kosztów zastępstwa procesowego. Poza tym nikt nie zwróci Tobie opłaty sądowej od pozwu i poniesionych przez Ciebie kosztów pełnomocnika.

Takie ryzyko nie pojawi się, jeżeli wcześniej ty – podwykonawca – wystosujesz do inwestora wezwanie do zapłaty.

Ostatnio modne jest takie powiedzenie, że lepsza najgorsza ugoda niż najlepszy wyrok. Nie neguję wartości ugody czy postępowania mediacyjnego w niektórych sprawach, jednakże zdecydowanie się z tym powiedzeniem nie zgadzam. Nie w każdej sytuacji ugoda jest najlepszym rozwiązaniem sporu. Bardzo często zdarza się, że strona, która zawarła ugodę, jest z niej niezadowolona, gdyż podjęła decyzję o jej zawarciu pod wpływem chwili, bez przemyślenia tematu.

Tak, jest to czasem spotykany obrazek na sali sądowej – sąd nakłania na pierwszym posiedzeniu do zawarcia ugody, pozwany proponuje, że zapłaci tylko część z dochodzonego roszczenia, wykonawca przystaje na tą propozycję, a potem – po zawarciu ugody – żałuje podjętej pod wpływem chwili decyzji.

Poniżej chciałbym udzielić Tobie kilku rad, które pomogą Ci podjąć właściwą decyzję w sprawie ugody.

  1. Przygotuj się na to, że sąd na pierwszej rozprawie będzie nakłaniał Ciebie i pozwanego do zawarcia ugody. Przygotuj się na to jeszcze przed rozprawą. Zastanów się, jakie masz szanse na wygranie sprawy, a jakie jest ryzyko jej przegrania. Przeanalizuj, z jakich roszczeń możesz zrezygnować, a jakich na pewno nie odpuścisz.
  2. Nie musisz podejmować decyzji w sprawie zawarcia ugody od razu. Jeżeli propozycja padnie na początku rozprawy, możesz poprosić sąd o przeprowadzenie zaplanowanych na dzisiaj czynności i wrócić do tematu ugody pod koniec rozprawy lub nawet na następnej rozprawie.
  3. Jeżeli ty i druga strona macie wolę polubownego załatwienia sprawy, ale nie macie dogadanych szczegółów, to możecie poprosić sąd o odroczenie rozprawy w celu uzgodnienia spornych kwestii. Często sądy mimo napiętych kalendarzy znajdują nieodległy termin na zawarcie ugody.
  4. Nawet jeżeli uzgodniłeś z pozwanym wszystkie sporne kwestie, poproś sąd o odroczenie rozprawy na najbliższy wolny termin – w celu zredagowania treści ugody. Oczywiście, możecie podpisać ugodę na tej samej rozprawie, na której padnie propozycja jej zawarcia – ale czy warto narażać się na ryzyko omyłki? Zobacz – sąd w pośpiechu redaguje treść porozumienia, a ty, sprawdzając. czy wszystko w porządku, jesteś poddany działaniom stresu i emocji. O pomyłkę nietrudno. A nawet drobna omyłka w Twoim imieniu, w nazwisku Twojego dłużnika lub w kwocie do zapłaty (np. jedno zero za mało, waluta się nie zgadza) może być dla Ciebie tragiczna w skutkach, bo może sprawić, że ugoda będzie niewykonalna. A sprostowanie ugody jest niedopuszczalne (inna sprawa, że niektóre sądy się tym nie przejmują). Lepiej poprosić sąd o odroczenie rozprawy, żeby na spokojnie przygotować ugodę, a potem 100 razy ją sprawdzić.
  5. Pamiętaj, że przy zawarciu ugody koszty postępowania znoszą się wzajemnie, chyba że inaczej umówisz się z dłużnikiem. Oznacza to, że – o ile nie zostanie to inaczej zapisane w ugodzie – dłużnik nie zwróci Tobie poniesionych przez Ciebie kosztów procesu: opłaty sądowej od pozwu, poniesionych kosztów na wynagrodzenie pełnomocnika, wpłaconej zaliczki na biegłego (jedynie przy zawarciu ugody sąd zwróci Tobie połowę opłaty sądowej). Jeżeli masz mocną pozycję negocjacyjną, możesz zażądać od dłużnika zwrotu tych kosztów – to żądanie powinno znaleźć swe odzwierciedlenie w treści ugody.
  6. Jeżeli obie strony mają wolę polubownego załatwienia sprawy, ale mają trudności z dojściem do porozumienia, mogą spróbować skorzystać z pomocy specjalisty i skierować sprawę do mediacji.

Jeżeli zastosujesz się do tych rad, to może nawet będzie zadowolony z ugody? 🙂 Faktem jest, że niektóre sprawy o zapłatę wynagrodzenia są wręcz stworzone do postępowania mediacyjnego. Ale w niektórych sprawach wykonawca nigdy nie będzie odczuwał satysfakcji z zawarcia ugody.