Niedawno opowiadałem o odpowiedzialności członka zarządu za długi spółki – podpowiadałem, jak bronić się przed jednym z najczęstszych zarzutów pozwanych. Dzisiaj chciałbym napisać w kilku punktach, jak pozwać członków zarządu.

Krok 1: pozwij spółkę z o. o. i oddaj sprawę do komornika

W zasadzie nie da się pozwać członków zarządu bez wcześniejszego pozwania samej spółki z o. o. Wprawdzie orzecznictwo dopuściło wyjątki od tej zasady, jak np. w pewnych okolicznościach upadłość spółki z o. o., jednakże co do zasady trzeba najpierw pozwać spółkę z o. o., uzyskać prawomocny wyrok lub nakaz zapłaty, a komornik musi umorzyć egzekucję z powodu jej bezskuteczności.

Do kolejnego kroku możesz przejść dopiero po wydaniu przez komornika postanowienia o umorzeniu egzekucji.

Krok 2: ustal krąg członków zarządu odpowiedzialnych za długi spółki

Być może nie tylko aktualni członkowie zarządu będą ponosić odpowiedzialność za długi spółki – sprawdź to. W tym celu możesz skorzystać z wyszukiwarki podmiotów wpisanych do KRS. Kilka dni temu pojawiła się możliwość bezpłatnego pozyskiwania pełnych odpisów z KRS. Mając ten dokument w ręku, będziesz mógł sprawdzić, kto był członkiem zarządu od samego początku istnienia spółki.

Krok 3: wyślij wezwanie do zapłaty do członków zarządu

Jak już ustalisz, kto odpowiada za długi spółki, wyślij wezwanie do zapłaty. Wezwanie do zapłaty skierowane do członka zarządu, choć najczęściej nie odniesie oczekiwanego rezultatu, ma podwójną wartość:

  1. w pozwie będziesz mógł powołać się na wezwanie do zapłaty, wykazując że podjąłeś próbę polubownego załatwienia sprawy,
  2. nie narażasz się na ryzyko przegrania kosztów pomimo wygrania sprawy.

Krok 4: pozwij członków zarządu

Ustal właściwy sąd, przygotuj pozew. Nie ma co zwlekać. Po pierwsze, roszczenia przeciwko członkom zarządu przedawniają się, a po drugie, spółka może mieć także innych wierzycieli, którzy mogą chcieć skierować kroki przeciwko zarządowi.

Ja przechodziłem przez te wszystkie kroki wielokrotnie, sprawy najczęściej kończyły się prawomocnymi nakazami zapłaty. Czasami członkowie zarządu sprzeciwiają się, w jednej ze spraw pojawił się dosyć cyniczny zarzut, że w momencie zaciągnięcia zobowiązania spółka i tak nie miała już majątku, więc wierzyciel nie poniósł szkody. Zarzut ten opiera się na poglądzie, że odpowiedzialność członków zarządu to odpowiedzialność odszkodowawcza za niezgłoszenie przez zarząd wniosku o upadłość spółki. O tym, jak bronić się przed tym zarzutem, podpowiadałem w jednym ze wcześniejszych wpisów.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321e-mail: marcin.bartynski@gmail.com

Niedawno weszły w życie przepisy, które nieco ułatwią dochodzenie wierzytelności od nieuczciwych spółek z o. o.

Kilka razy zetknąłem się w swojej praktyce podczas windykacji należności od spółek z o. o. z działaniem polegającym na odwołaniu wszystkich członków zarządu. Zarząd dłużnych spółek ustępował z piastowanych stanowisk, nikt nie był powoływany na miejsce ustępujących członków. Jeżeli takie działanie miało miejsce w toku procesu, sądy mogły tylko zawiesić postępowanie z powodu braku organów pozwanego.

Kurator dla spółki

Powodowie mogli bronić się przed takimi praktykami w następujący sposób: wnosić do KRS, w którym była zarejestrowana dłużna spółka, o powołanie kuratora. Powołanie takiego kuratora dawało szansę na podjęcie zawieszonego postępowania sądowego o zapłatę wynagrodzenia.

Nierzadko jednak wierzyciele nie decydowali się na ten krok, bo nie chcieli ponosić dodatkowych kosztów bez gwarancji ich odzyskania: opłaty sądowej od wniosku do KRS oraz zaliczki na wynagrodzenie dla kuratora. Nierzadko zrezygnowani wierzyciele machali ręką, mówiąc, że prawo chroni złodziei, inni wierzyciele, którzy odpuszczali, w milczeniu oswajali się z myślą, że być może nigdy nie odzyskają swoich pieniędzy.

Dodatkowym mankamentem tego rozwiązania było to, że zgodnie z przepisami KC taki kurator był jedynie uprawniony do zwołania zgromadzenia wspólników i doprowadzenie do powołania organów, a w razie potrzeby – do przeprowadzenia likwidacji spółki. Nieraz sądy nie chciały podejmować zawieszonych postępowań, pomimo powołanego kuratora, bo kurator to nie organ spółki.

No i w połowie zeszłego miesiąca pojawiło się narzędzie, które może ukrócić te praktyki nieuczciwych spółek.

Grzywna dla wspólników

Zostało ono wprowadzone nowelizacją ustawy o KRS. Sąd rejestrowy uzyskał możliwość nałożenia grzywny na wspólników spółek, którzy mimo że są uprawnieni do powołania zarządu, tego nie czynią. Jeżeli grzywna nie wywoła oczekiwanego rezultatu i zarząd nie zostanie powołany, sąd może znowu nałożyć grzywnę i potem jeszcze raz, i jeszcze raz, aż do skutku.

Niedługo przekonamy się, jak to zadziała w praktyce.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321e-mail: marcin.bartynski@gmail.com

Pewnie niejeden wykonawca spotykał się z takimi sytuacjami, że termin wykonania umowy był coraz bliżej, jednak końca robót nie było widać. Sytuacja jest groźna zwłaszcza wtedy, gdy umowa przewiduje kary umowne za opóźnienie w oddaniu robót.

Zapisów o karach umownych nie powinni bagatelizować zwłaszcza ci wykonawcy, którzy wykonują roboty dla inwestorów zobowiązanych do przestrzegania dyscypliny finansów publicznych. Tacy inwestorzy są bardzo często głusi na tłumaczenia, że przyczyna opóźnienia nie leży po stronie wykonawców. No i tacy inwestorzy nieraz potrącają sobie karę umowną z należnym wykonawcy wynagrodzeniem – czasami tak się zdarzy, że kara umowna pochłonie całe wynagrodzenie.

Chyba ze dwa razy pisałem na tym blogu, jak ograniczyć ryzyko zapłaty kary umownej w takich przypadkach. Dzisiaj podpowiadam kolejny sposób.

Wiele umów o roboty budowlane zawiera klauzule typu:

Strony zobowiązują się podpisać aneks wydłużający termin realizacji umowy w przypadku wystąpienia okoliczności niezależnych od Stron„.

Wydaje się, że tego typu klauzule mogą być dobrym narzędziem do zwalczania kary umownej za opóźnienie w wykonaniu robót, trzeba jednak to narzędzie umiejętnie wykorzystać.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321e-mail: marcin.bartynski@gmail.com

Jakkolwiek po dopuszczeniu asesorów do orzekania zauważa się wyraźne przyśpieszenie w rozpoznawaniu spraw, to w procesie występuje jedna osoba, która może skutecznie zablokować wydanie wyroku na kilkanaście miesięcy (a nawet i dłużej). Tą osobą jest biegły.

Obowiązki stron w procesie

Obowiązkiem stron w procesie jest po pierwsze, przedstawienie sądowi faktów, a po drugie, udowodnienie tych faktów, najczęściej za pomocą dokumentów i świadków. Np. wykonawca w procesie o zapłatę wynagrodzenia najpierw przedstawia sądowi fakty w uzasadnieniu pozwu: że zawarł z inwestorem umowę na roboty budowlane, że umówił się na określone wynagrodzenie, że roboty wykonał i nie dostał za te roboty umówionego wynagrodzenia. No i na okoliczność tych faktów przedstawia dowody takie, jak: umowa, protokoły odbiory robót, zeznania świadków (np. pracowników lub podwykonawców, którzy te roboty wykonywali).

Pozwani inwestorzy, podejmując obronę, bardzo często zgłaszają zarzut wadliwości wykonanych robót. Na okoliczność wad powołują dowód z opinii biegłego sądowego.

Rola biegłego

Dowód z opinii biegłego sądowego nie jest typowym dowodem w procesie. Rolą biegłego jest nie tyle wykazanie faktów, co dostarczenie sądowi wiadomości specjalnych służących do oceny stanu faktycznego ustalonego na podstawie innych dowodów. Np. inwestor zarzuca wykonawcy, że stolarka okienna w wyniku wadliwego montażu przecieka. Wykonawca w odpowiedzi na ten zarzut podnosi, że przyczyna przeciekania nie leży w ich montażu, tylko w fabrycznej wadzie okien, a z umowy wynika, że to inwestor miał te okna dostarczyć. No i rolą biegłego nie jest ustalenie, czy przecieki rzeczywiście mają miejsce (na tę okoliczność można przedstawić np. fotografie czy zeznania świadków). Rolą biegłego jest ustalenie, co jest przyczyną przecieków.

Jak zwalczać zarzut wadliwości robót?

Skutecznie!

Czasami w sprzeciwie od nakazu zapłaty lub odpowiedzi na pozew inwestorzy popełniają jeden z poniższych błędów:

  1. wskazują jedynie ogólnie, że roboty były wykonane wadliwie, nie wskazują jednak, na czym te wady polegały, pozostawiając tę okoliczność do ustalenia biegłemu,
  2. wskazują wprawdzie, na czym wady polegają, powołują na tę okoliczność świadków, a także dowód z opinii biegłego, ale nie wskazują uprawnień, z jakich chcą skorzystać w związku z wadliwym wykonaniem robót.

Jeżeli chodzi o ten pierwszy błąd, to warto na rozprawie przekonać sąd, żeby nie powoływał biegłego. W tym celu trzeba wskazać sądowi, jaka jest w procesie rola biegłego. Warto przytoczyć sądowi orzecznictwo – jest ono w tym zakresie bogate. Ostatnio reprezentowałem w procesie wykonawcę, inwestor podniósł zarzut wadliwości robót, jednak w sprzeciwie nie wymienił nic konkretnego. Żaden z powołanych świadków nie potrafił wymienić ani jednej wady. Inwestor wniósł o powołanie biegłego, jednak sąd postanowił pominąć ten dowód, gdyż jego rolą nie jest poszukiwania ewentualnych wad, ustalanie stanu faktycznego.

Przekonanie sądu o konieczności oddalenia takiego wniosku dowodowego sprawi, że po pierwsze, sprawa będzie rozpoznana znacznie szybciej (nawet o kilkanaście miesięcy), a po drugie, zarzut wadliwości pozostanie nieudowodniony.

Natomiast jeżeli chodzi o ten drugi błąd, to w zasadzie sąd powinien oddalić wszystkie wnioski dowodowe pozwanego na pierwszej rozprawie i wydać wyrok zasądzający. Czasami takie szybkie wyroki się zdarzają (z uwagi na brak właściwego sformułowania zarzutu w sprzeciwie lub w odpowiedzi na pozew), ale w większości przypadków sąd wyda wyrok dopiero po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego.

Rolą pełnomocnika wykonawcy jest wyczucie właściwego momentu na zwalczanie zarzutu wadliwego wykonania robót poprzez wskazanie sądowi błędów w sprzeciwie lub odpowiedzi na pozew. Ja na pewno nie robiłbym tego w piśmie procesowym. Właściwym momentem jest rozprawa. Pytanie, która rozprawa – czy pierwsza, czy ostatnia.

Raz po raz w branży budowlanej występuje taka sytuacja, że egzekucja z majątku dłużnej spółki z o. o. jest bezskuteczna. Komornik na nasz wniosek prowadzi egzekucję ze wszystkich składników majątkowych spółki, nawet zlecamy komornikowi poszukiwanie majątku, ale – niestety – komornik wysyła do nas pismo „wysłuchanie wierzyciela przed umorzeniem postępowania”, a następnie postępowanie umarza z powodu bezskuteczności egzekucji.

Wierzyciel nie jest w takiej sytuacji bezradny. Za długi spółki może pozwać członków zarządu, którzy doprowadzili spółkę do niewypłacalności i nie złożyli wniosku o ogłoszenie upadłości. W takim procesie wystarczy, że wierzyciel przedłoży postanowienie komornika o bezskuteczności egzekucji i w zasadzie ma sprawę wygraną. Chyba że członek zarządu podejmie obronę.

A jak bronią się członkowie zarządu?

Niektóre ich argumenty są cyniczne. Np. próbują wykazać, że w momencie zaciągnięcia zobowiązania spółka nie miała żadnego majątku; nawet gdyby złożyli wniosek o ogłoszenie upadłości, to spółka i tak nie miałaby środków na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, a co dopiero na zwrot naszej należności. Zdaniem pozwanych członków zarządu fakt niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości nie wyrządził zatem szkody w majątku wierzyciela.

Czasami sądy dawały się przekonać tej argumentacji i czasami oddalały na jej podstawie powództwa.

Pod koniec ubiegłego roku w rękach wierzycieli pojawiła się nowa broń, która czyni duże wyłomy w tej cynicznej linii obrony.

Tą bronią jest uchwała Sądu Najwyższego z dnia 1 grudnia 2017 r. w sprawie III CZP 65/17. Sąd Najwyższy napisał w tej uchwale, że za długi spółki odpowiada członek zarządu nawet wtedy, gdy spółka zaciągnęła zobowiązanie w chwili, gdy nie miała już żadnego majątku:

​Członek zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, który objął tę funkcję wtedy, gdy spółka była niewypłacalna, ponosi odpowiedzialność przewidzianą w art. 299 k.s.h. za długi spółki powstałe po objęciu przezeń funkcji, także wtedy, gdy zgłoszony przez niego wniosek o ogłoszenie upadłości spółki zostałby oddalony na tej podstawie, że majątek spółki nie wystarczyłby na zaspokojenie kosztów postępowania upadłościowego lub wystarczyłby jedynie na zaspokojenie tych kosztów.

I bardzo dobrze.