Podbieranie pracowników przez GW lub inwestora

Niekiedy na budowach zdarza się, że pracownik porzuca pracę u podwykonawcy i przechodzi za nieco lepsze pieniądze do generalnego wykonawcy. Lub nawet dalej – do inwestora.

Albo taka sytuacja, że zawierasz umowę z prywatnym inwestorem na wykonanie domu jednorodzinnego. I ów inwestor podbiera Tobie pracownika i się z Tobą rozstaje. W takiej sytuacji dwie strony są zadowolone – inwestor, bo zamiast Tobie płaci mniej Twojemu pracownikowi; pracownik, bo otrzyma od inwestora większe wynagrodzenie, niż u Ciebie. Tylko Ty nie jesteś zadowolony z powodu utraty kontraktu.

Jak przeciwdziałać takiej praktyce?

Umowa o zakazie konkurencji w umowie zlecenia

To proste. Zawierając ze swoim pracownikiem umowę, dopisz dodatkową klauzulę o zakazie konkurencji po rozwiązaniu umowy. Jeżeli umowa będzie dobrze skonstruowana, pracownik dobrze się zastanowi, czy mu się opłaca porzucać pracę u Ciebie i przechodzić do inwestora lub generalnego wykonawcy.

Umowę o zakazie konkurencji możesz obwarować karami umownymi. Dopisując jednak do takiej umowy karę, uważaj, żeby sobie nie zaszkodzić. Może się zdarzyć, że pracownik przechodząc do pracy u inwestora (i łamiąc tym samym zakaz konkurencji) narobi Tobie szkód w wysokości dużo większej, niż wynosi kara umowna. Dlatego w umowie powinien się znaleźć bardzo ważny zapis o możliwości dochodzenia odszkodowania przewyższającego karę umowną.

Chciałbym Tobie zwrócić także uwagę na inną rzecz. Otóż z niektórych orzeczeń wynika, że aby zakaz konkurencji był skuteczny, będziesz musiał wypłacać swojemu pracownikowi odszkodowanie. Jednak w mojej ocenie obowiązek wypłaty odszkodowania nie będzie konieczny we wszystkich sytuacjach.

Umowa o zakazie konkurencji w umowie o pracę

Pamiętaj, że umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy musi być zawarta na piśmie. I to pod rygorem nieważności.

Jeżeli zakaz konkurencji ma być skuteczny, to po rozwiązaniu umowy o pracę będziesz musiał wypłacać byłemu pracownikowi odszkodowanie. Jest to bezwzględny obowiązek. Wysokość odszkodowania nie może być niższa od 25% wynagrodzenia otrzymanego przez pracownika przed ustaniem stosunku pracy przez okres odpowiadający okresowi obowiązywania zakazu konkurencji.

Warto wprowadzić do takiej umowy kary umowne za złamanie zakazu konkurencji. Kara umowna będzie pełniła podwójną funkcję:

  • odstraszającą – pracownik dobrze się zastanowi, zanim odejdzie do GW lub inwestora,
  • jeżeli mimo to pracownik złamie zakaz konkurencji, to dużo łatwiej będzie dochodzić od niego rekompensaty z tego tytułu.

Wprowadzenie odpowiednich klauzul do umowy z inwestorem/generalnym wykonawcą

Jakiś czas temu klient poprosił mnie o analizę umowy o roboty budowlane, jaką miał podpisać jako wykonawca z inwestorem. Wcześniej opowiadał mi o swoich problemach z podkupywaniem jego pracowników przez inwestorów i generalnych wykonawców. W związku z tym zaproponowałem, żeby odpowiednio w umowie o roboty budowlane uregulować zakaz tego typu praktyk i obwarować ten zakaz odpowiednio wysoką karą umowną.

Jeżeli inwestor odstąpi od umowy, możesz zażądać zapłaty pełnego wynagrodzenia

Jeżeli inwestor podkupi Twojego pracownika i odstąpi od zawartej z Tobą umowy o roboty budowlane, to i tak możesz żądać zapłaty pełnego wynagrodzenia – nawet za tę część robót, których nie zdążyłeś wykonać. Wszystko dzięki przepisowi:

Dopóki dzieło nie zostało ukończone, zamawiający może w każdej chwili od umowy odstąpić płacąc umówione wynagrodzenie. Jednakże w wypadku takim zamawiający może odliczyć to, co przyjmujący zamówienie oszczędził z powodu niewykonania dzieła.

Jeżeli czujesz, że Twój pracownik zaraz zostanie przejęty, poinformuj inwestora o Twoim uprawnieniu żądania całego wynagrodzenia. Być może inwestor zrezygnuje z odstąpienia od umowy.

Czyn nieuczciwej konkurencji

Bardzo często jednak umowy z pracownikami nie przewidują zakazu konkurencji. Co wtedy?

W skrajnych przypadkach podkupienie pracownika może być uznane za czyn nieuczciwej konkurencji ze wszystkimi konsekwencjami z tego wynikającymi.

Zdarza się, że członkowie zarządu czują się bezkarni. Doprowadzają spółkę z o. o. do niewypłacalności, a potem przenoszą udziały i prezesurę na słupa. Wydaje im się, że za swoje niemoralne działania nigdy nie poniosą odpowiedzialności.

Bywa, że zapominają o swojej odpowiedzialności za długi spółki.

W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw właściciel spółki był na tyle bezczelny, że przeniósł siedzibę spółki na drugi koniec Polski i „sprzedał” udziały komuś zza wschodniej granicy – komuś, kto nie miał miejsca zamieszkania w Polsce. Jednocześnie zrezygnował z funkcji prezesa. Oczywiście, cudzoziemiec został powołany w jego miejsce na stanowisko nowego prezesa. Jednak dotychczasowy właściciel był mocno przywiązany do samochodu stanowiącego majątek spółki i „zapomniał” oddać kluczyki i dowód rejestracyjny swojemu następcy. Nadal jeździł tym autem, parkował pod swoim blokiem. Wskazałem komornikowi, który prowadził egzekucję ze spółki, gdzie mieszka były prezes, a komornik znalazł auto, opieczętował je, a potem zlicytował.

Jednak samochód nie wystarczył na zaspokojenie wierzytelności mojego klienta. Komornik umorzył egzekucję z uwagi na jej bezskuteczność.

Otworzyło to drogę na skierowanie sprawy do sądu przeciwko dotychczasowemu prezesowi zarządu. Skończyło się jego poczucie bezkarności. W końcu osobiście odpowie za długi, które narobił w czasach, gdy zarządzał spółką.

Gmina zawarła w wykonawcą umowę o budowę kompleksu boisk sportowych.

Wykonawca zrealizował umowę po terminie, dlatego gmina naliczyła karę umowną za opóźnienie. I potrąciła ją z wynagrodzeniem należnym wykonawcy.

Sąd miarkował karę umowną o połowę z następujących przyczyn:

  • wykonawca ponosi odpowiedzialność za opóźnienie, gdyż nie przewidział wpływu warunków atmosferycznych na termin zakończeniu prac,
  • zamawiający przyczynił się do opóźnienia, gdyż w ostatniej chwili zmienił rodzaj granulatu do zasypania sztucznej murawy,
  • strony zawarły ustne porozumienie co do wykonania prac w nieokreślonym terminie późniejszym,
  • inwestycja została wykonana w całości.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321 e-mail: marcin.bartynski@gmail.com

Dosłownie przed dwoma miesiącami zapadł w Szczecinie jeden z pierwszych wyroków w Polsce w sprawie o wynagrodzenie należne podwykonawcy od inwestora. Sprawa jest pionierska, bo wyrok zapadł już w nowym stanie prawnym.

I sąd zasądził od inwestora wynagrodzenie na rzecz podwykonawcy. Pomimo braku pisemnego zgłoszenia.

Nowe zasady solidarnej odpowiedzialności inwestora

Przypominam, że od 1 czerwca 2o17 r. obowiązują nowe przesłanki solidarnej odpowiedzialności inwestora. Do tej pory w wielu wypadkach wystarczyło, że podwykonawca udowodnił wiedzę inwestora o jego obecności na budowie. I na tej podstawie często sądy zasądzały od inwestorów na rzecz podwykonawców wynagrodzenie.

Natomiast od 1 czerwca 2017 r. nie wystarczy proste udowodnienie wiedzy inwestora o obecności podwykonawcy na budowie. Niezbędną przesłanką powstania solidarnej odpowiedzialności jest zgłoszenie inwestorowi podwykonawcy. Przy czym zgłoszenie musi mieć formę pisemną – i to pod rygorem nieważności. Nie ma pisemnego zgłoszenia – nie ma solidarnej odpowiedzialności inwestora. Tyle przepisy.

Czytaj: idą zmiany w solidarnej odpowiedzialności inwestora >>>

Sprawa ze Szczecina

W sprawie ze Szczecina generalny wykonawca zawarł umowę z podwykonawcą 1 grudnia 2017 r. A więc już w nowym stanie prawnym. Znowelizowane przepisy wymagały dla powstania solidarnej odpowiedzialności inwestora pisemnego zgłoszenia podwykonawcy.

Tyle, że inwestorowi nikt na piśmie nie zgłosił podwykonawcy. A sąd zasądził od tego pierwszego na rzecz tego drugiego wynagrodzenie.

Dlaczego?

Otóż okazało się, że w chwili zawierania umowy podwykonawczej jedna i ta sama osoba była członkiem zarządu inwestora i generalnego wykonawcy. Tą osobą był Karol Czajkowski. A więc niejako z urzędu inwestor wiedział, jakie umowy zawiera generalny wykonawca. W tej sprawie chyba nie do obalenia był fakt, że inwestor wiedział o umowie podwykonawczej.

Pisemne zgłoszenie przejawem nadmiernego formalizmu

Dlatego sąd przyjął, że nakazywanie powodom, by mimo zawarcia umowy z Karolem Czajkowskim (jako reprezentantem generalnego wykonawcy) zawiadamiali jednocześnie Karola Czajkowskiego (jako reprezentanta inwestora) o zakresie powierzonych im prac, stanowiłoby przejaw nadmiernego formalizmu.

Pozwana, mimo braku formalnego zawiadomienia jej o zakresie robót powierzonych powodom, w istocie miała pełną wiedzę o treści zawartej z powodami umowy.

Wyrok zapadł dokładnie 18 grudnia 2018 r. Przed Sądem Rejonowym Szczecin-Centrum, sygn. XI GC 2064/18.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321 e-mail: marcin.bartynski@gmail.com

Niestety, każdy przedsiębiorca budowlany musi się liczyć z tym, że inwestor lub generalny wykonawca ogłosi upadłość. Na początku zaczną do was docierać nieoficjalne informacje, że oto generalny złożył wniosek o ogłoszenie upadłości. Potem być może dowiecie się pocztą pantoflową, że sąd wydał postanowienie o ogłoszeniu upadłości. A na samym końcu – już oficjalnie – syndyk poinformuje was o tym fakcie i wezwie was, żebyście zgłaszali swoje wierzytelności.

W dzisiejszym wpisie podpowiem wam, jak to zrobić.

Zgłoszenie wierzytelności – wzór

Wierzytelność musisz zgłosić na urzędowym formularzu – na wzorze – przygotowanym przez Ministra Sprawiedliwości. Taki formularz możesz pobrać chociażby tutaj. Twoja rola polega na prawidłowym uzupełnieniu tego wzoru.

W pierwszej części formularza wypełniasz takie dane, jak sąd, do którego zgłoszenie jest składane, imię i nazwisko sędziego, sygnaturę sprawy. Zazwyczaj te dane prześle Tobie syndyk.

W kolejnej części formularza wpisujesz wierzytelność, jaka przysługuje Ci od upadłego. Ważne jest, żebyś zaszeregował ją w prawidłowej kategorii. Najczęściej będzie to kategoria pierwsza (należność główna) i kategoria trzecia (odsetki). Do zgłoszenia wpisujesz także wierzytelności, które Twoim zdaniem są jeszcze niewymagalne, np. kaucję gwarancyjną, gdyż zgodnie z Prawem upadłościowym:

Zobowiązania pieniężne upadłego, których termin płatności świadczenia jeszcze nie nastąpił, stają się wymagalne z dniem ogłoszenia upadłości.

Do zgłoszenia wpisujesz tylko odsetki należne za okres do dnia ogłoszenia upadłości.

Jeżeli przeciwko upadłemu toczy się już postępowanie sądowe lub egzekucyjne, to w zgłoszeniu informujesz sędziego o tym fakcie.

Na końcu wymieniasz dokumenty potwierdzające istnienie wierzytelności. Nie musisz ich załączać do zgłoszenia, bo syndyk powinien dostać je od upadłego. W razie wątpliwości syndyk wezwie Cię o uzupełnienie tych dokumentów.

Termin na zgłoszenie wierzytelności

Na koniec ważna uwaga. Termin na zgłoszenie wierzytelności wyznacza sąd w postanowieniu o ogłoszeniu upadłości – zazwyczaj 30 dni. Termin biegnie od dnia ogłoszenia postanowienia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Przy czym informacja jest publikowana w Monitorze kilkanaście lub kilkadziesiąt dni od wydania postanowienia przez sąd.

Bardzo często zdarza się, że informację o ogłoszeniu upadłości dostajecie tuż przed upływem terminu, a nawet po upływie terminu na zgłaszanie wierzytelności. Dlatego jeżeli w kuluarach dowiedziałeś się, że dłużnik ogłosił upadłość, to na bieżąco sprawdzaj w Internecie, czy informacja została już opublikowana.

Ostatnia podpowiedź: jeżeli termin nieznacznie upłynął, co się często zdarza, to złóż zgłoszenie. Będzie ono skuteczne.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 602-490-321 e-mail: marcin.bartynski@gmail.com